podróże-małe-i-duże
  III Biesiada Karpacka
 
Spotkanie Miłośników Karpat Wschodnich. 

odbyło się w Zawadce Rymanowskiej 26-28.11.2010, czyli w ostatni weekend listopada pod hasłem „Górskie inspiracje”. 
Przyjechałem na biesiadę w poszukiwaniu inspiracji do planowanego na wakacje 2011 r. wypadu w Karpaty Wschodnie.
Zastanawiałem się nad wyborem rejonu, od którego zacznę , mam nadzieję, że wieloletnie, wedrówki po tych pieknych górach.
W okresie studiów "bładziłem", po jeszcze wtedy, dziewiczym Beskidzie Niskim i Bieszczadach ( tym kawałku leżącym w naszych granicach) i smętnie spoglądałem z Halicza na wschód w kierunku  (jak by to powiedzieli bohaterowie "Madagaskaru") PRAWDZIWEJ DZICZY.
W tamtych czasach, a nie było to wcale tak dawno - tylko 40 lat, można było tylko marzyć o wejściu na takie szczyty jak Rozsypaniec, Kiczera Beniowska, Opołonek czy Piniaszkowy, o Przełęczy Użockiej nawet nie wspomnę. Nas (SKPB Lublin), pomimo zgody na przejście Pamem Granicznym od Lackowej po Przełęcz Użocką z samego Ministerstwa Obrony, konnica Radziecka wygoniła z  Krzemieńca nie pozwalając na dalszą wedrówkę.
Ale koniec historii - czasy się zmieniły, ale na całe szczęście, pozostali Ludzie "pozytywnie zakreceni", którzy żyją własną pasją i Karpatami.
I takich tu spotkałem.

W "Farfurni" powitał nas organizator spotkania i pasjonat karpacki Jacek Wnuk.
Nastepnie Krzysztof Buczek opowiadał o Bogach, Biesach, Strzygach, Demonach i Upiorach zamieszkujących dusze ludzi Karpat.







Piotr Fijałkowski poprowadził nas na kraniec II Rzeczpospolitej i to na nartach





Opis zimowej wędrówki po górach, noclegów w namiocie, czy bazie wojskowej pobudził apetyt i skierował wzrok wszystkich w stronę kuchni, gdzie czekały już wyśmienite przygotowane przez gospodarzy pierogi ruskie i z kapustą




Po kolacj
Wojciech Krukar poprowadził nas do źródeł Sanu (czyli tam, gdzie ze wzgledów ustrojowych, mnie nie dane było dojść)



Nastepnie Leszek Koman opowiedział o organizowaniu turystyki w okresie "demoludów", instytucji przewodnika górskiego i dążeniu do zformalizowania (objęcia ustawami, nakazami  i zakazami) funkcji Przewodników Górskich.
A przecież jeszcze niektórzy z nas pamiętają swobodne i nieskrępowane przemierzanie połonin przez wolnych wędrowców, a jeśli ktoś chciał się udać w tereny mniej bezpieczne, nieznane, bądź trudne technicznie, to szukał miejscowego Bacy, który (mimo braku  "papierka" potwierdzajacego zdany egzamin) znał góry lepiej niż Przewodnik po kursach w Warszawie, Lublinie, Krakowie, czy innym mieście.



Po zakończeniu części prezentacyjnej zaczęła się BIESIADA -czyli "nocne Polaków rozmowy".
I tak to w miłej atmosferze przy  dobrym trunku wśród przyjaciół czas niemiłosiernie przyspieszył (od kiedy z anteny programu 3 PR zniknęła audycja "60 minut na godzinę" odnoszę wrażenie, że godzina ma maksymalnie 40 minut).



Ranek przywitał nas śniegiem
Ale to nie zraziło chętnych do wędrówki pod przewodnictwem Witka Grodzkiego.



Trasa wiodła drogą przez teren PGR gdzie "Barszcz Sosnkowskiego" osiagnął rozmiary godne wielkoludów



przez nieistniejącą już wieś Kamionka, z której pozostał tylko zapuszczony cmentarz









w górę, (na zboczu, której Paweł - syn gospodarzy- zapoznał nas z ciekawą formą zabawy polegajacej na staczaniu, na czas, bądź "kto dalej", bali sprasowanego siana)





następnie granią



na przełęcz Szklarską







i starą drogą do Królika Wołoskiego









gdzie Witek zadbał o dodatkowe atrakcje









W Króliku Wołoskim zobaczyliśmy "Necową" kaplicę





ciekawą, położoną w głębokim wawozie, którym wiodła droga dla przewożenia wina, kapliczkę z 1794 r.,







przy której rośnie ponad 300 letni jesion.



Idąc od kapiczki widać dach cerkwi


 
celu naszej wedrówki.











Cerkiew jest zdewastowana i opuszczona.
We "Wrotach Carskich" ktoś ustawił skromny  krzyż z gałęzi



resztki okiennic w oczodołach okien


 
i zawiasy, które w czasach swojej świetnosci unosiły wrota cerkwi.



Obok, przy wejściu na cmentarz stoi dzwonnica,





a zanią zapuszczone groby











 Z pod cerkwi kierujemy się na Popową Polanę, której strzegą strachy polne





i dalej zboczami Kamionki z powrotem do Farfurki.











 Jeszcze za zabudowaniami gospodarczymi  PGR-u zobaczyłem krzyż







przy drodze kapliczkę



i wracamy do "cywilizacji"



A w naszej bazie czeka na nas obfity obiad


 
i po nim dalsza część prezentacji.



Tym razem tematy bardziej osobiste.
Siergiej Sidoruk z Białorusi mówił o zauroczeniu górami człowieka z bagien.
Roman Zielonka o tym jak góry wymusiły na nim wybór zawodu i rozwijają duszę artysty.
Krzysztof Hejke zaprezentował swój album, czyli góry w biektywie.
A na koniec dwóch bardów z Czarnochory Wojtek Tomaszewski i Kuba Węgrzyn umilało nam nocne dyskusje śpiewem, gitarą i samogonem.



I muszę się przyznać, że rozmowa z Kubą określiła kierunek przyszłorocznego wyjazdu
„...i nie jest ważne jaka to pora, lecz najważniejsze, ze Czarnohora...”



Do zobaczenia na szlaku






Dodaj komentarz do tej strony:
Twoje imię:
Twój adres email:
Twoja wiadomość:
 
  Dzisiaj stronę odwiedziło już 0 odwiedzający (1 wejścia) tutaj!  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=